Po moich wakacjach zostalo juz tylko wspomnienie i stos rzeczy do prania.
W Hiszpanii zastala mnie szablonowa listopadowa pogoda - jest deszczowo, mgliscie i depresyjnie. Wcale sie jednak nie smuce, bo w koncu swieta tuz, tuz.
Zaczelam juz wiec robic maly przeglad zimowych dekoracji i zapewne w tym roku niewiele sie zmienia.
Wczoraj wrocilam z zakupow z konikiem na biegunach, ktorego upatrzylam juz rok temu i nie wiedziec czemu nie zakupilam. Ot kwestia mojego niezdecydowania. Na szczescie byl dostepny rowniez i w tym roku.
Mimo pogody u mnie wcale nie jest szaro, bo moje margerytki postanowily pokazac mi, ze jednak nie jestem ogrodnicza fajtlapa i zakwitly z cala swoja moca, obsypujac kwiatami krzak od gory do dolu.
Korzystamy wiec z tej szczodrosci ja i moje mieszkanie.
Mam nadzieje, ze w najblizszym czasie uda mi sie je doprowadzic do ladu, co z pewnoscia nie bedzie latwe ze wzgledu na niekonczace sie wariactwa „upiekszajaco-dekorcyjne“, ktore i tak niewiele daja, bo jak glosi powiedzenie „ I w Paryzu nie zrobia z owsa ryzu“.
Zostaje mi cieszyc sie Waszymi pieknymi wnetrzami, co oczywiscie czynie i wlasnie zamierzam nadrobic wszelakie blogowe zaleglosci.
Sciskam mocno!!
20 listopada 2011
26 października 2011
Na odprężenie...
Dzis bedzie krotko i tekstylnie.
Probujac zabic przedpodrozny stres uszylam kilka rzeczy.
Po raz pierwszy wyprobowalam metode przenoszenia nadrukow za pomoca rozpuszczalnika i wydaje mi sie, ze jak na pierwszy raz nie jest zle. A sposob jest bardzo szybki i latwy.
Ale, ze ja jestem osoba, ktora nie idzie raczej z postepem, to i zapewne nadal bede nanosic niektore napisy odrecznie.
Taki sam woreczek jak pokazywalam niedawno tyle, ze ten nie jest dla mnie.
Na poduszki jesienno-zimowe nadal nie mam pomyslu. A nawet jak juz wizja sie pojawi to zapewne tez dlugo mi zejdzie na dumaniu odnosnie szczegolow. Bo ja juz tak jakos mam, ze jestem strasznie niezdecydowana. No chociazby jak szylam ten woreczek na lawende to pol godziny mu sie przygladalam, zastanawiajac sie czy to naszyte serduszko nie jest aby za duze.
Nie doszlam jednak do zadnego wniosku, wiec zostawilam tak jak jest.
Tymczasem zegnam sie narazie z Wami i udaje sie na zasluzone i dlugo wyczekiwane wakacje.
Jeszcze tylko ostatnie chwile relaksu przed podroza i w droge...
Zdjecia marne, bo robione na szybko i po ciemku.
A po powrocie bedzie na mnie czekac niespodzianka, ktora oczywiscie sprawilam sobie sama. Szczegoly juz wkrotce.
Pozdrawiam Was serdecznie i do niedlugo...
Probujac zabic przedpodrozny stres uszylam kilka rzeczy.
Po raz pierwszy wyprobowalam metode przenoszenia nadrukow za pomoca rozpuszczalnika i wydaje mi sie, ze jak na pierwszy raz nie jest zle. A sposob jest bardzo szybki i latwy.
Ale, ze ja jestem osoba, ktora nie idzie raczej z postepem, to i zapewne nadal bede nanosic niektore napisy odrecznie.
Taki sam woreczek jak pokazywalam niedawno tyle, ze ten nie jest dla mnie.
Na poduszki jesienno-zimowe nadal nie mam pomyslu. A nawet jak juz wizja sie pojawi to zapewne tez dlugo mi zejdzie na dumaniu odnosnie szczegolow. Bo ja juz tak jakos mam, ze jestem strasznie niezdecydowana. No chociazby jak szylam ten woreczek na lawende to pol godziny mu sie przygladalam, zastanawiajac sie czy to naszyte serduszko nie jest aby za duze.
Nie doszlam jednak do zadnego wniosku, wiec zostawilam tak jak jest.
Tymczasem zegnam sie narazie z Wami i udaje sie na zasluzone i dlugo wyczekiwane wakacje.
Jeszcze tylko ostatnie chwile relaksu przed podroza i w droge...
Zdjecia marne, bo robione na szybko i po ciemku.
A po powrocie bedzie na mnie czekac niespodzianka, ktora oczywiscie sprawilam sobie sama. Szczegoly juz wkrotce.
Pozdrawiam Was serdecznie i do niedlugo...
19 października 2011
Warzywne szaleństwa
Juz jakis czas temu rozpoczelam polowanie na dynie. I nie to, zebym miala w zamiarze wykorzystac ja kulinarnie, bo po tym jak moja mama zrobila niegdys dyniowe ciasto i nawet moj piesior rasy Rottweiler co to szedl jak odkurzacz , ciasta ruszyc jakos nie chcial, omijam dyniowe wytwory szerokim lukiem. Jedynie pestki konsumuje bez skrzywienia.
No ale dynia potrzebna mi byla do tego aby w pelni poczuc jesien.
Wchodze wiec sprezystym krokiem do pierwszego warzywniaka i rozgladam sie po calym sklepie. A naleze do osob, ktorym jest jakos glupio wyjsc ze sklepu z pustymi rekami, bo o ile mozna sie rozgladac w sklepie z ubraniami, to kto do licha przychodzi sie rozgladac do warzywniaka.
Podchodzac wiec do kasy z nareczem bananow, ktorych wcale kupowac nie zamierzalam, niesmialo pytam: ”A dynia jest?’”
A, ze odpowiedz byla pozytywna to az mi sie oczy zaswiecily. Tyle tylko, ze byla sprzedawnana na kawalki.
Po calym tym maratonie wrocilam do domu z dwoma siatkami owocowo-warzywnego dobrodziejstwa, zrezygnowana i bez krzty nadziei, ze dynie kiedykolwiek znajde. Potem jednak musialam udac sie na wieksze zakupy do jednego z hipermarketow i tam ku mej uciesze dynia byla. Pierunsko droga, ale calusienka, nie w kawalkach.
I tym sposobem jesien rozpoczela sie u mnie na dobre.
Wiec stwarzam sobie melancholijny klimat...
...i wyczekuje nadchodzacego urlopu.
Sciskam Was mocno!!
No ale dynia potrzebna mi byla do tego aby w pelni poczuc jesien.
Wchodze wiec sprezystym krokiem do pierwszego warzywniaka i rozgladam sie po calym sklepie. A naleze do osob, ktorym jest jakos glupio wyjsc ze sklepu z pustymi rekami, bo o ile mozna sie rozgladac w sklepie z ubraniami, to kto do licha przychodzi sie rozgladac do warzywniaka.
Podchodzac wiec do kasy z nareczem bananow, ktorych wcale kupowac nie zamierzalam, niesmialo pytam: ”A dynia jest?’”
A, ze odpowiedz byla pozytywna to az mi sie oczy zaswiecily. Tyle tylko, ze byla sprzedawnana na kawalki.
Po calym tym maratonie wrocilam do domu z dwoma siatkami owocowo-warzywnego dobrodziejstwa, zrezygnowana i bez krzty nadziei, ze dynie kiedykolwiek znajde. Potem jednak musialam udac sie na wieksze zakupy do jednego z hipermarketow i tam ku mej uciesze dynia byla. Pierunsko droga, ale calusienka, nie w kawalkach.
I tym sposobem jesien rozpoczela sie u mnie na dobre.
Wiec stwarzam sobie melancholijny klimat...
...i wyczekuje nadchodzacego urlopu.
Sciskam Was mocno!!
3 października 2011
Dalszy ciąg jesiennych historii
Juz na poczatku lata planowalam jesienne dekoracje, ale na planach sie skonczylo. Brak czasu i mozliwosci nie pozwalaja mi cieszyc sie moja ulubiona pora roku. Ostatnio Ika pisala o tym jak nie mogla sie zdecydowac na zakup wrzosow ze wzgledu na roznorodnosc wyboru. Nawet nie wiedzialam, ze istnieje kilka jego odmian. U mnie sprawa jest o tyle prostsza, ze tutaj spotkalam tylko jedna odmiane, a wybierac musze miedzy tymi klapnietymi, a tymi co jeszcze trzymaja sie jakos w pionie.
Te, ktore niedawno nabylam dokonczyly juz swego zywota, ale szkoda bylo mi ich wyrzucac.
Niczym ogrodowy chuligan latalam po parku w poszukiwaniu lisci i kwiatkow do mojego bukiecika.
W Hiszpanii jesien nie zachwyca takimi barwami jak w Polsce dlatego bukiecik wyszedl lichy.
Ale jaki by nie byl, to i tak me oko cieszy.
Poza bukiecikiem i klapnietymi wrzosami narazie nie ma u mnie innych dekoracji. Poduszki nadal sa letnie, ale mam zamiar uszyc nowe z dodatkiem brazu i zapewne czerwieni.
A kilka dni temu dostalam z Polski gazetki. Ulenka wybawila mnie z jezykowej niedoli i dostaczyla czytadel w ojczystej mowie.
Ulus jeszcze raz dziekuje Ci pieknie. Chyba zaczne obchodzic Swieto Dziekczynienia.
Okazalo sie jednak, ze jedna z gazetek juz posiadam, wiec jesli ktoras z Was mieszkajacych za granica, a nie majaca dostepu do polskiej prasy ma ochote nacieszyc oko polskimi i nie tylko wnetrzami, to ja bardzo chetnie sie podziele. Prosze o info na maila. Kto pierwszy ten lepszy.
Sciskam Was mocno i ide zerknac co u Was nowego.
Te, ktore niedawno nabylam dokonczyly juz swego zywota, ale szkoda bylo mi ich wyrzucac.
Niczym ogrodowy chuligan latalam po parku w poszukiwaniu lisci i kwiatkow do mojego bukiecika.
W Hiszpanii jesien nie zachwyca takimi barwami jak w Polsce dlatego bukiecik wyszedl lichy.
Ale jaki by nie byl, to i tak me oko cieszy.
Poza bukiecikiem i klapnietymi wrzosami narazie nie ma u mnie innych dekoracji. Poduszki nadal sa letnie, ale mam zamiar uszyc nowe z dodatkiem brazu i zapewne czerwieni.
A kilka dni temu dostalam z Polski gazetki. Ulenka wybawila mnie z jezykowej niedoli i dostaczyla czytadel w ojczystej mowie.
Ulus jeszcze raz dziekuje Ci pieknie. Chyba zaczne obchodzic Swieto Dziekczynienia.
Okazalo sie jednak, ze jedna z gazetek juz posiadam, wiec jesli ktoras z Was mieszkajacych za granica, a nie majaca dostepu do polskiej prasy ma ochote nacieszyc oko polskimi i nie tylko wnetrzami, to ja bardzo chetnie sie podziele. Prosze o info na maila. Kto pierwszy ten lepszy.
Sciskam Was mocno i ide zerknac co u Was nowego.
13 września 2011
Jesien u progu
Na szczescie sierpien sie juz skonczyl i nastapilo preludium jesieni, chociaz trudno sie jej jeszcze dopatrywac gdy temperatury nadal oscyluja wokol trzydziestu paru stopni. Sierpnia nie lubie, bo to miesiac bardzo leniwy a ja sie lenic nie lubie. Wszystkie sklepy sa wowczas pozamykane i po jedna smietane trzeba jechac do hipermarketu. No ale teraz wszystko juz wraca do normy.
Zaczynam wiec przygotowania do mojej ulubionej pory roku. Powoli pojawiaja sie u mnie wrzosy, ktore uwielbiam, ale niestety nie umiem ich za bardzo pielegnowac.
Tymczasem znowu swiatlo dzienne ujrzala moja maszyna do szycia.
Zapozyczylam od Abily pomysl z woreczkiem na bielizne, bo mi jakos nie bylo dane wpasc na to, zeby swoje galoty wozic w gustownym opakowaniu. A ze sporo podrozuje, to przyda mi sie jak nic.
i teraz bedzie estetycznie i wygodnie...
Wkrotce czeka mnie tez maly remoncik, ale zapewne jeszcze uplynie wiele wody w rzecze zanim dojdzie do skutku.
Pozdrawiam serdecznie i biegne cieszyc sie ostatnimi chwilami, ktore zostaly mi przed nadejsciem zimowego czasu pracy.
Zaczynam wiec przygotowania do mojej ulubionej pory roku. Powoli pojawiaja sie u mnie wrzosy, ktore uwielbiam, ale niestety nie umiem ich za bardzo pielegnowac.
Tymczasem znowu swiatlo dzienne ujrzala moja maszyna do szycia.
Zapozyczylam od Abily pomysl z woreczkiem na bielizne, bo mi jakos nie bylo dane wpasc na to, zeby swoje galoty wozic w gustownym opakowaniu. A ze sporo podrozuje, to przyda mi sie jak nic.
i teraz bedzie estetycznie i wygodnie...
Wkrotce czeka mnie tez maly remoncik, ale zapewne jeszcze uplynie wiele wody w rzecze zanim dojdzie do skutku.
Pozdrawiam serdecznie i biegne cieszyc sie ostatnimi chwilami, ktore zostaly mi przed nadejsciem zimowego czasu pracy.
25 sierpnia 2011
W czapce piekarza
Zachecona piekarniczymi powodzeniami Olenki ale i z checi spozywania normalnego pieczywa a nie bagietek, ktore po godzine robia sie twarde jak kamien, sprobowalam i ja zabawy w piekarza.
Nie zrazilo mnie nawet moje ostatnie niepowodzenie, kiedy to moj wymarzony chleb, ktory tak pieknie prezentowal sie u Oli, urosl w moim piekarniku cale 2 cm.
Myli sie ten kto pomysli, ze wyrzucilam go do smieci. Pochlonelam tego gniota w calosci nie czekajac az wystygnie.
Tym razem jednak po tych wszystkich zakleciach wypowiedzianych nad rosnacym ciastem, chleb musial sie udac.
I niech mnie drzwi scisna …wyszedl mi chlebek jak z zurnala.
Problem tylko jest taki, ze moje kubki smakowe go nie akceptuja.
Chwalic sie tez dzis bede nie tylko chlebkiem.
Tablicy na zapiski nie mialam nigdy w zamiarze kupowac, przynajmniej narazie, poniewaz nie mialam jej gdzie zawiesic. W kuchni co prawda moze i miejsce by sie znalazlo, no ale wygladaloby to mniej wiecej tak, jakby powiesic obrazek shabby chic na dworcu centralnym. Mojej kuchni brak jakiejkolwiek nutki wytwornosci ze wzgledu na wszechobecne plytki.
No ale skoro taka tablice juz dostalam w prezencie to i miejsce musialo sie znalezc. No i sie znalazlo.
Wisi sobie w przedpokoju i zadziwia mnie fakt, ze wczesniej na to nie wpadlam, bo wyglada bardzo urodziwie.
Wieczory i poranki robia sie juz chlodne wiec mam nadzieje, ze teraz podgonie troche z moimi przedwsiezieciami. U Was widuje juz wrzosy wiec i moze ja sprobuje na nie zapolowac.
Teskno mi juz za jesiennymi wieczorami w blasku swiec,ehh...
Pozdrawiam serdecznie
Nie zrazilo mnie nawet moje ostatnie niepowodzenie, kiedy to moj wymarzony chleb, ktory tak pieknie prezentowal sie u Oli, urosl w moim piekarniku cale 2 cm.
Myli sie ten kto pomysli, ze wyrzucilam go do smieci. Pochlonelam tego gniota w calosci nie czekajac az wystygnie.
Tym razem jednak po tych wszystkich zakleciach wypowiedzianych nad rosnacym ciastem, chleb musial sie udac.
I niech mnie drzwi scisna …wyszedl mi chlebek jak z zurnala.
Problem tylko jest taki, ze moje kubki smakowe go nie akceptuja.
Chwalic sie tez dzis bede nie tylko chlebkiem.
Tablicy na zapiski nie mialam nigdy w zamiarze kupowac, przynajmniej narazie, poniewaz nie mialam jej gdzie zawiesic. W kuchni co prawda moze i miejsce by sie znalazlo, no ale wygladaloby to mniej wiecej tak, jakby powiesic obrazek shabby chic na dworcu centralnym. Mojej kuchni brak jakiejkolwiek nutki wytwornosci ze wzgledu na wszechobecne plytki.
No ale skoro taka tablice juz dostalam w prezencie to i miejsce musialo sie znalezc. No i sie znalazlo.
Wisi sobie w przedpokoju i zadziwia mnie fakt, ze wczesniej na to nie wpadlam, bo wyglada bardzo urodziwie.
Wieczory i poranki robia sie juz chlodne wiec mam nadzieje, ze teraz podgonie troche z moimi przedwsiezieciami. U Was widuje juz wrzosy wiec i moze ja sprobuje na nie zapolowac.
Teskno mi juz za jesiennymi wieczorami w blasku swiec,ehh...
Pozdrawiam serdecznie
9 sierpnia 2011
W temacie prania
Temperatura nadal nie sprzyja tworzeniu. Zmuszam sie do robienia czegokolwiek ale przy takim upale trudno wykrzesac z siebie minimum sil potrzebnych do dzialania.
Woreczek na spinacze szylam chyba tydzien mimo, ze nie wymagal zbyt wielkiego nakladu pracy. I tak nie wiem po co go uszylam, bo ja w zasadzie spinaczy w ogole nie uzywam. Ale skoro posiadam to w czyms musze je przeciez przechowywac.
Ostatnimi czasy poza praniem nie robie prawie nic, bo lato to u mnie okres wzmozonych odwiedzin. Ale zapach swiezego prania to jest to co lubie.
Jak widac i w czynnosciach domowych mozna znalezc ukojenie.
A wy ktore obowiazki domowe lubicie najbardziej a od ktorych sie wykrecacie??
Przede mna podjecie waznej decyzji, o ktorej z pewnoscia napisze i to mam nadzieje, ze juz niebawem.
Tymczasem biegne wstawic kolejne pranie, bo jutro znowu goscie w mym progu zawitaja.
Pozdrawiam serdecznie i przesylam Wam duzo slonca...
ja mam go juz troche dosyc.
Woreczek na spinacze szylam chyba tydzien mimo, ze nie wymagal zbyt wielkiego nakladu pracy. I tak nie wiem po co go uszylam, bo ja w zasadzie spinaczy w ogole nie uzywam. Ale skoro posiadam to w czyms musze je przeciez przechowywac.
Ostatnimi czasy poza praniem nie robie prawie nic, bo lato to u mnie okres wzmozonych odwiedzin. Ale zapach swiezego prania to jest to co lubie.
Jak widac i w czynnosciach domowych mozna znalezc ukojenie.
A wy ktore obowiazki domowe lubicie najbardziej a od ktorych sie wykrecacie??
Przede mna podjecie waznej decyzji, o ktorej z pewnoscia napisze i to mam nadzieje, ze juz niebawem.
Tymczasem biegne wstawic kolejne pranie, bo jutro znowu goscie w mym progu zawitaja.
Pozdrawiam serdecznie i przesylam Wam duzo slonca...
ja mam go juz troche dosyc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

