No, a poza tym to zachorowalam…
…na stoliczek kawowy Bramley od Laury Ashley.
W Anglii kosztuje on 380 funtow a w Hiszpanii 895 €.
Roznica niewielka, nieprawdaz??
Wydaje mi sie wariactwem wydawac 400 funtow na stolik, ale on tak bardzo przypadl mi do gustu, ze bylabym sklonna go nabyc. Problem jedynie w tym, ze ma troche za ciemny blat. Dlatego najprawdopodobniej zrobie sobie podobny u stolarza.

A teraz biegne sie pakowac, bo podrozy mej nadszedl czas.
Wszyscy juz po urlopach, a moj dopiero sie zaczyna. Co prawda troche krotki, ale zawsze cos. I ku mej uciesze lece do chlodniejszych krajow.
kurna chata zjadlo mi poprzedni komentarz! wrrr..
OdpowiedzUsuńNo zdecydowanie za drogi ten stolik, owszem fajny jest, ale nie wart az takich pieniedzy! Ciekawa jestem ile sobie zazyczy stolarz, bo tu we Wloszech stolarze sie cenia i maja ceny wieksze niz sklepy, roba da pazzi.
Poleczka Ci wyszla piekna, wyglada jak z katalogu, zdolne masz rece!
Zycze Ci milego urlopu i do zobaczenia po powrocie :-)
Basia
Poleczka w bieli cudowna.
OdpowiedzUsuńA ten stolik bajeczny ale rzeczywiscie strasznie drogi. Tez marzy mi sie cos takiego.
Buziaki
Stoliczek cudeńko! Uwielbiam takie klimaty.
OdpowiedzUsuńMiłych wakacji. Ja ciągle przed, jeszcze mi zostały dwa tygodnie czekania prawie...
Pozdrawiam.