23 sierpnia 2010

Walka z brzydota

Jako, ze moja kuchnia jest malo reprezentacyjna musze okraszac ja dodatkami bardziej niz kto inny. Zdaje sobie jednak sprawe, ze cudu i tak nie stworze, bo cale pomieszczenie obstrzelone jest plytkami od gory do dolu niczym sala operacyjna.
Poza tym juz od wejscia razi w niej wielkie okno z rama w kolorze grafitowym.
Staram sie jednak jak moge aby zneutralizowac ta brzydote.

Juz jakis czas temu wykonalam pierwsze w swoim zyciu dzielo haftem krzyzykowym, ktoro zawisnie wlasnie w kuchni.









Zastanawiam sie czy w Polsce mieszkania w nowym budownictwie tez sa odzwierciedleniem braku fantazji i kreatywnosci architektow.

Pozdrawiam z nadal upalnej Hiszpanii.

16 sierpnia 2010

Wariacje z biala farba

Moja kolezanka wlasnie kupila mieszkanie. I na poczatku cieszylam sie razem z nia.
A teraz ja jej wrecz wspolczuje.Bo to mieszkanie bedzie musiala jeszcze urzadzic. A w Hiszpanii mysle, ze latwiej jest zjesc beczke soli niz umeblowac mieszkanie.
Sama to przeszlam i gdyby nie Ikea to po dzis dzien jedynym wyposazeniem mojego lokum bylyby dwa wiklinowe krzesla i stolik.
Kiedy przyszedl czas na kupno lozka wiedzialam, ze bedzie ciezko. Nie spodziewalam sie tylko, ze az tak.
Wymyslilam sobie drewniane. Nic nadzwyczajnego
Odwiedzilam niezliczona ilosc sklepow meblowych. W jednych patrzyli sie na mnie jak na wariatke kiedy wspominalam o drewnie, a w innych probowali wciasnac sam zaglowek. No bo po co cale lozko, jak mozna kupic metalowy stelaz i tylko zaglowek drewniany.
Znalazlam jedno fajne. Szalu nie bylo, ale najlepsze w sumie ze wszystkich ktore widzialam. Mily pan w sklepie, zaczal wyliczac, przeliczac, naliczac, odliczac (nie wiem czy tak tez jest w Polsce, ale tutaj podana cena niewiele mowi, bo jest jeszcze nieskonczona liczba rabatow a cena i tak pozostaje kosmiczna).
Skonczyl i rzekl: “Mozemy Panstwu zaoferowac upust, w zwiazku z tym lozeczko kosztowac bedzie jedyne 575 €”
W sumie gdybym na jego punkcie oszalala (lozka, nie Pana) to moze i bym sie skusila, ale placic tyle za cos co “ujdzie”, nie wiem czy ma sens.
No i nabylismy w salonie meblowym nieopodal, lozko w ohydnym miodowym kolorze. Nijak nie pasowal ow kolor do mej koncepcji, ale wyjscia nie bylo, na czyms trzeba spac.
No i jest. Jak zwykle musialo przejsc przez metamorfoze, bo wszystko co wpada w moje lapy musi byc poddane przemianie - chocby minimalnej.






A kiedys bylo tak...



Niestety po owej metamorfozie podoba mi sie jeszcze mniej.
Cholera, ja to chyba nigdy nie osiagne stanu totalnego zadowolenia.
Zrobilo sie jakos cukierkowo. Narzuta, ktora nabylam nijak nie komponuje sie z tym fioletem.
Pomyslalam ze kupie taka…



Moze ktos ma jakis pomysl jak przelamac ten fiolet, zeby nie bylo tak mdlo?

7 sierpnia 2010

Koniec lenistwa

Kolejny weekend, a ja tym razem pracuje jak szalona. Biegam z pedzlem po calym mieszkaniu i maluje wszystko co nawinie mi sie pod rece. Na bialo oczywiscie…

Na pierwszy rzut poszedl pojemnik na sól. Nie byl on na pierwszym miejscu mojej listy najpilnieszych rzeczy do zrobienia, ale mozna by rzec, ze „przyjelam go bez kolejki“.

W tle - lawenda, ktora zrywalam o 2 w nocy z miejskiego parku. Jest to moja pierwsza przygoda lawendowa dlatego ten plon mozna juz spisac na straty, bo strasznie sie sypie. Zatem bede musiala sie udac po kolejny bukiet.



A bylo tak:




Licze tez, ze ktos mi podpowie jak suszyc lawende.
Pozdrawiam i zycze udanego weekend-u!!

30 lipca 2010

Ciag dalszy bezczynnosci

Znowu goscie zwalili nam sie na glowe , dlatego nie mialam czasu na realizowanie moich planow. A przyznam, ze nazbieralo sie tego troche. Wymeczylam jedynie podkladke pod garnki, ktorej celem bylo ozywienie mojej burej kuchnii. Tym samym owa podkladka stala sie dla mnie swojego rodzaju symbolem, poniewaz byla pierwsza pikowana rzecza, ktora mialam okazje wykonac.




No i jeszcze nabylam kieliszki do jajek. Jakos nie moglam im sie oprzec.


Przyszla mi tez z Niemiec narzuta, ale chyba ja wymienie. Jakos nie komponuje sie kolorystycznie z moja lawendowo-piaskowa sypialnia, chociaz jest bardzo ladna.





P.S Te sloneczniki i aksamitki, ktore pokazywalam wczesniej, trafil szlag. Podczas mojego wyjazdu pielegnowala je sasiadka i chyba za bardzo wczula sie w role ogrodnika bo je troszke przelala i zgnily.

19 lipca 2010

Mialo byc pracowicie...

Pierwszy weekend od dawien dawna spedzilam w domu. Bez gosci i przymusu pakowania znowu walizek. Planow na jego wykorzystanie mialam sporo, ale przy 45 stopniach ciepelka przyznam szczerze, ze trudno zmusic sie do jakiejkolwiek roboty. Powstal jedynie woreczek, a cala reszta ustawia sie grzecznie w kolejce w oczekiwaniu na lepsze jutro i odrobine ochlody.





15 lipca 2010

Bylam w raju

Wlasnie wrocilam z krotkich nieplanowanych wakacji, bo wlasciwie wszystkie moje wakacje sa krotkie i nieplanowane.
Celem mej podrozy nie byl bynajmníej odpoczynek w promieniach slonca ale buszowanie po sklepach ile sil, bo bylo w czym buszowac.

A oto efekty moich polowan.

Obrusik po okazyjnej cenie (no moze nie do konca takiej okazyjnej)



Sciereczka kuchenna i oslonka na kwiaty, ktora widzialam juz kiedys w Polsce, ale zdecydowanie wydawala mi sie wowczas za droga.


Z motywem lawendy - tak jak lubie




Kupilam tez zawieszke, ale jej nie pokaze bo wisi juz na swoim miejscu docelowym czyli w kuchennym oknie, ktoro wychodzi wprost na kuchnie sasiada. A zwykl on czesto chodzic po mieszkaniu w gaciach . Nie chcialabym, zeby stal sie mimowolnie bohaterem zdjecia, bo w sumie go nie znam i nie wiem czy spodobaloby mu sie zycie w swietle reflektorow.

Reasumujac wypad byl nader udany...
...dlatego co tam Wyspy Bahama, od teraz na urlop zawsze do Niemiec!!!!

2 lipca 2010

Artystyczne rozterki

Jakis czas temu uszylam poduszke. Wymyslilam sobie taka z motywem angielskiej chatki. Jak juz chatka iscie z Kornwalii powstala to dosc dlugo dumalam nad napisem.
“Little Cottage” jakos nie bardzo komponowalo sie wizualnie, wiec pod wplywem mody na styl francuski zrobilam napis w jezyku, za ktorym nie przepadam.
No i teraz nie moge sobie tego wybaczyc. Ja, maniaczka stylu i kultury angielskiej, promuje francuszczyzne.



I jeszcze jedno...
Zakwitly mi sloneczniki.
Marne,bo marne, ale sa...juppi!!