-Boimy się.
-Czego?
-Wilka złego.
Znacie taka przedszkolna zabawe??
Ja sie w nia bawilam tyle, ze wilkiem byly gąski, a gąską, no coz … ja.
Kiedys niemal kazde wakacje spedzalam u moich pradziadkow na wsi. Mieli gesi, ktore nie wiedziec czemu jakos za mna nie przepadaly mimo, ze dokladalam wszelkich staran aby sie z nimi zaprzyjaznic. Na nic zdaly sie nauki mojego kuzyna, ktory usilnie tlumaczyl mi jak z nimi postepowac, zeby nie szczypaly. Kazda lekcja praktyczna konczyla sie moja ucieczka na drzewo, na ktorym spedzalam kilka ladnych chwil do czasu az ktos ratowal mnie z opresji i te gesi odganial.
Teraz mysle z lezka w oku o tym czasie i kanapkach z maslem posypanym sola robione przez mojego pradziadka, ktory mi je przynosil jak na owym drzewie przesiadywalam.
Oto wiec moj hold dla gęsi i wspomnienie sielskich czasow, o ktorych pamieta sie zwlaszcza podczas Swiat Bozego Narodzenia.
Pozdrawiam Was serdecznie i zycze sily w nieustajacych przygotowaniach swiątecznych.
