Nazbieralam kasztanow chociaz w Hiszpanii wprawdzie istnieja, ale to jeszcze nie pora.
Przycielam tez troche jakims ludziom zywoplot bez ich wiedzy. Wymyslilam sobie, ze zrobie piekny maly wianuszek, na wzor tych, ktore widze u Was na blogach.Ale jako, ze nie mam doswiadczenia w tej materii, to cielam co bylo nie zwracajac uwagi na pedy.
No i niestety jak juz zabralam sie do roboty to okazalo sie, ze te galezie co je z takim usmiechem przycinalam, w ogole nie sa elastyczne i prawie nie da sie ich nagiac. No i wyszlo takie marne cos.
Szukalam tez jarzebiny, ale niestety bezskutecznie.
Znalazlam za to cos podobnego.
A wczesniej zamowilam przez internet kilka rzeczy, miedzy innymi pudelko na sztuce.
Niestety w kuchni nie mam na nie szafki… ba w ogole nie mam prawie szafek (ot pomysl architekta), dlatego wiecznie leza na suszarce.
Cieszylam sie niezmiernie, ze ta epoka sie juz zakonczy i moje widelce beda sie wylegiwaly w miejscu dla nich stworzonym. No ale niestety beda musialy jeszcze troche poczekac, bo owe pudlo ma niemal gabaryty lodowki i wchodzac do kuchni jedyne co sie rzuca w oczy to wlasnie ono. Pomijam juz fakt, ze nie miesci sie w miejsu, ktore bylo nan przeznaczone. Poza tym zamowilam z napisem “Cutlery” a dostalam z niemieckim “Besteck”.
I teraz kombinuje, zeby je zwrocic.
Nie moglam sie tez oprzec porcelanowym ptaszkom.
Jeden stoi juz sobie przy swoim domku i zupelnie nie przejmuje sie faktem, ze sie w nim nie zmiesci.
Udanego tygodnia!!



