4 października 2010

Cos co mialo byc wiankiem i inne opowiesci

Wczoraj bedac w jednym z normalnych krajow Unii Europejskiej co to normalne lasy posiada, mialam mozliwosc zrobic sobie przyjemny spacerek.
Nazbieralam kasztanow chociaz w Hiszpanii wprawdzie istnieja, ale to jeszcze nie pora.
Przycielam tez troche jakims ludziom zywoplot bez ich wiedzy. Wymyslilam sobie, ze zrobie piekny maly wianuszek, na wzor tych, ktore widze u Was na blogach.Ale jako, ze nie mam doswiadczenia w tej materii, to cielam co bylo nie zwracajac uwagi na pedy.
No i niestety jak juz zabralam sie do roboty to okazalo sie, ze te galezie co je z takim usmiechem przycinalam, w ogole nie sa elastyczne i prawie nie da sie ich nagiac. No i wyszlo takie marne cos.



Szukalam tez jarzebiny, ale niestety bezskutecznie.
Znalazlam za to cos podobnego.



A wczesniej zamowilam przez internet kilka rzeczy, miedzy innymi pudelko na sztuce.
Niestety w kuchni nie mam na nie szafki… ba w ogole nie mam prawie szafek (ot pomysl architekta), dlatego wiecznie leza na suszarce.
Cieszylam sie niezmiernie, ze ta epoka sie juz zakonczy i moje widelce beda sie wylegiwaly w miejscu dla nich stworzonym. No ale niestety beda musialy jeszcze troche poczekac, bo owe pudlo ma niemal gabaryty lodowki i wchodzac do kuchni jedyne co sie rzuca w oczy to wlasnie ono. Pomijam juz fakt, ze nie miesci sie w miejsu, ktore bylo nan przeznaczone. Poza tym zamowilam z napisem “Cutlery” a dostalam z niemieckim “Besteck”.
I teraz kombinuje, zeby je zwrocic.



Nie moglam sie tez oprzec porcelanowym ptaszkom.
Jeden stoi juz sobie przy swoim domku i zupelnie nie przejmuje sie faktem, ze sie w nim nie zmiesci.



Udanego tygodnia!!

19 września 2010

Jeszcze nie przyszla...

... jesien oczywiscie.

Obudzily mnie znowu promienie silnego slonca, ale na szczescie tegoroczne upaly dobiely konca. Dzis jest przyjemnie – 27 stopni i leciutki wiaterek. Wpuszcze wiec do domu troche tej wiosennej jesieni i podziele sie nia z Wami.


Kapciunie to nowy nabytek.
(A wlasnie ciekawa jestem jak w Waszych stronach mowi sie na domowe "trzewiki". Ja pochodze z Lublina i tam znane sa jako "ciapy")





Teraz biegne na taras zaczerpnac troche powietrza i napawac sie tym widokiem.



Pozdrawiam i zycze tak pogodnej niedzieli jak moja.

14 września 2010

Idzie jesien

No i po wakacjach.
Nie mialam wprawdzie jeszcze prawdziwego urlopu i jakos sie nie zanosi zeby to sie mialo zmienic w najblizszym czasie. Nadejscie wrzesnia w Hiszpanii oznacza zmiane trybu pracy czyli przejscie z letniego systemu na zimowy co oznacza ni mniej ni wiecej jak przesiadywanie w pracy od switu do nocy.

Korzystajac zatem z ostatniej chwili wymodzilam kolejna poduszke.






Poki co wyczekuje jesieni, bo akurat ta pore roku bardzo lubie. Narazie w Madrycie nadal goraco chociaz rankiem czuc juz powiew zimnego powietrza.

U niemal wszystkich blogowiczek widzialam juz wrzosy, a tutaj niestety jeszcze nie pora.

A i za jarzebina jakos mi teskno…

31 sierpnia 2010

Do towarzystwa...

Wymalowany pojemnik na sól dumnie sie prezentuje, a poleczka, ktora niby wiekiem starsza zostala pominieta. Musialam szybko nadrobic i rowniez przemalowalam ja na bialo, zeby nie czula sie wyobcowana.



No, a poza tym to zachorowalam…
…na stoliczek kawowy Bramley od Laury Ashley.
W Anglii kosztuje on 380 funtow a w Hiszpanii 895 €.
Roznica niewielka, nieprawdaz??
Wydaje mi sie wariactwem wydawac 400 funtow na stolik, ale on tak bardzo przypadl mi do gustu, ze bylabym sklonna go nabyc. Problem jedynie w tym, ze ma troche za ciemny blat. Dlatego najprawdopodobniej zrobie sobie podobny u stolarza.



A teraz biegne sie pakowac, bo podrozy mej nadszedl czas.
Wszyscy juz po urlopach, a moj dopiero sie zaczyna. Co prawda troche krotki, ale zawsze cos. I ku mej uciesze lece do chlodniejszych krajow.

23 sierpnia 2010

Walka z brzydota

Jako, ze moja kuchnia jest malo reprezentacyjna musze okraszac ja dodatkami bardziej niz kto inny. Zdaje sobie jednak sprawe, ze cudu i tak nie stworze, bo cale pomieszczenie obstrzelone jest plytkami od gory do dolu niczym sala operacyjna.
Poza tym juz od wejscia razi w niej wielkie okno z rama w kolorze grafitowym.
Staram sie jednak jak moge aby zneutralizowac ta brzydote.

Juz jakis czas temu wykonalam pierwsze w swoim zyciu dzielo haftem krzyzykowym, ktoro zawisnie wlasnie w kuchni.









Zastanawiam sie czy w Polsce mieszkania w nowym budownictwie tez sa odzwierciedleniem braku fantazji i kreatywnosci architektow.

Pozdrawiam z nadal upalnej Hiszpanii.

16 sierpnia 2010

Wariacje z biala farba

Moja kolezanka wlasnie kupila mieszkanie. I na poczatku cieszylam sie razem z nia.
A teraz ja jej wrecz wspolczuje.Bo to mieszkanie bedzie musiala jeszcze urzadzic. A w Hiszpanii mysle, ze latwiej jest zjesc beczke soli niz umeblowac mieszkanie.
Sama to przeszlam i gdyby nie Ikea to po dzis dzien jedynym wyposazeniem mojego lokum bylyby dwa wiklinowe krzesla i stolik.
Kiedy przyszedl czas na kupno lozka wiedzialam, ze bedzie ciezko. Nie spodziewalam sie tylko, ze az tak.
Wymyslilam sobie drewniane. Nic nadzwyczajnego
Odwiedzilam niezliczona ilosc sklepow meblowych. W jednych patrzyli sie na mnie jak na wariatke kiedy wspominalam o drewnie, a w innych probowali wciasnac sam zaglowek. No bo po co cale lozko, jak mozna kupic metalowy stelaz i tylko zaglowek drewniany.
Znalazlam jedno fajne. Szalu nie bylo, ale najlepsze w sumie ze wszystkich ktore widzialam. Mily pan w sklepie, zaczal wyliczac, przeliczac, naliczac, odliczac (nie wiem czy tak tez jest w Polsce, ale tutaj podana cena niewiele mowi, bo jest jeszcze nieskonczona liczba rabatow a cena i tak pozostaje kosmiczna).
Skonczyl i rzekl: “Mozemy Panstwu zaoferowac upust, w zwiazku z tym lozeczko kosztowac bedzie jedyne 575 €”
W sumie gdybym na jego punkcie oszalala (lozka, nie Pana) to moze i bym sie skusila, ale placic tyle za cos co “ujdzie”, nie wiem czy ma sens.
No i nabylismy w salonie meblowym nieopodal, lozko w ohydnym miodowym kolorze. Nijak nie pasowal ow kolor do mej koncepcji, ale wyjscia nie bylo, na czyms trzeba spac.
No i jest. Jak zwykle musialo przejsc przez metamorfoze, bo wszystko co wpada w moje lapy musi byc poddane przemianie - chocby minimalnej.






A kiedys bylo tak...



Niestety po owej metamorfozie podoba mi sie jeszcze mniej.
Cholera, ja to chyba nigdy nie osiagne stanu totalnego zadowolenia.
Zrobilo sie jakos cukierkowo. Narzuta, ktora nabylam nijak nie komponuje sie z tym fioletem.
Pomyslalam ze kupie taka…



Moze ktos ma jakis pomysl jak przelamac ten fiolet, zeby nie bylo tak mdlo?

7 sierpnia 2010

Koniec lenistwa

Kolejny weekend, a ja tym razem pracuje jak szalona. Biegam z pedzlem po calym mieszkaniu i maluje wszystko co nawinie mi sie pod rece. Na bialo oczywiscie…

Na pierwszy rzut poszedl pojemnik na sól. Nie byl on na pierwszym miejscu mojej listy najpilnieszych rzeczy do zrobienia, ale mozna by rzec, ze „przyjelam go bez kolejki“.

W tle - lawenda, ktora zrywalam o 2 w nocy z miejskiego parku. Jest to moja pierwsza przygoda lawendowa dlatego ten plon mozna juz spisac na straty, bo strasznie sie sypie. Zatem bede musiala sie udac po kolejny bukiet.



A bylo tak:




Licze tez, ze ktos mi podpowie jak suszyc lawende.
Pozdrawiam i zycze udanego weekend-u!!